Łączna liczba wyświetleń

07 lipca 2018

Sommerfest w UKD [6 lipiec 2018r.]

No cóż Wam kochani mogę powiedzieć...
z każdym dniem jestem silniejsza i zdrowsza. Równo tydzień temu nie było nam do śmiechu, a dziś...
...dziś szalałam w klinice na extra imprezie👌
Dobrze bawili się zarówno dzieci jak i dorośli. Była dobra muzyka 🎶, jedzonko 🌭, picie 🥤i zabawy dla dzieci 🧒 oraz małe co nieco dla dorosłych 🍺🍷🎸
.
Mamie trochę stres opadł przy małym piwku 🍻 i śmiechach z Inez. Ale i tak ja z tatą bawiłam się najlepiej. Zobaczcie sami...
.
Takie imprezy mają swoje plusy.
Chore dzieci radośniejsze, rodzice bardziej wyluzowani, panie pielęgniarki z uśmiechem na oddziale pytają czy było GUT.
😉 Oczywiście, że było GUT.
.
Teraz właśnie słodko z mamą zasypiamy.
O północy 🕛 kolejny antybiotyk!
Dobranoc 🌜
.
I takie to życie przewrotne...
Jednego dnia gorzkie łzy, drugiego szczery śmiech.
.
#Olimpia w Universitätsklinikum Düsseldorf


W tę straszną noc [3 lipiec 2018r.]

Wtedy, w tę noc z piątku na sobotę... 😩
.
W dzień Olimpia w drodze z Hamburga się śmieje w odpowiedzi na pieszczochy, jest skora do zabawy, słucha bajek, wyrzuca z siebie te jej tylko znane "dźwięki", a późnym wieczorem kontakt z nią jest minimalny, porównywalny do grymasu twarzy, wymiotuje żółcią i śpi niemalże snem ciągłym, nie kontroluje swych potrzeb, wszystko z niej leci i te oczy skierowane mocno do góry.
Trudno na to wszystko było patrzeć.
.
Tuż przed północą podjęto decyzję o operacji Olimpii i przewieziono ją do Centrum Operacyjnego, gdzie jeszcze przez 3 godziny czuwał nad nią pielęgniarz i lekarz anestezjolog. Siedziałam cały czas przy niej trzymając w dłoni jej małą rączkę, a w mojej głowie piętrzyły się różne myśli. Miała taką piękną buzię i niewyobrażalny spokój na twarzy. Wtedy przyszło mi do głowy, że może ona wcale nie chce toczyć tej nieustannej walki, że może to tylko ja chcę za wszelką cenę by żyła. Nie lubię tych moich myśli, ale coraz częściej mi towarzyszą. I chyba pierwszy raz w życiu właśnie wtedy się poddałam. Powiedziałam jej, że jak chce to ja pozwalam jej odejść i nie będę się na nią gniewać. I tak trwałam przy niej ciałem, bo w mojej głowie była zupełna pustka. W "takim czasie" moja cała wola walki o Olimpię odeszła, a pozostało bezradne czekanie... na to co nam los podaruje w najbliższym czasie.
.
Przed 3 w nocy pojawił się zespół operacyjny i musiałam wyjść na korytarz. Sama, w środku nocy, w obcych szpitalnych korytarzach stałam odrętwiała patrząc tępo na drzwi za którymi zostawiłam moje dziecko. Łzy spływały same jedna po drugiej. Pojawiły się we mnie uczucia, których w sobie nie znałam.
Było mi wszystko jedno co się stanie. Zrezygnowałam!
Ona maleńka jest tam właśnie usypiana, za chwilę lekarze będą ją operować, a ja... położyłam się na kanapę, która stała w holu, spokojna jak nigdy dotąd i wsłuchując się w bicie swego serca w tej nocnej przerażającej ciszy po prostu zasnęłam.
Jak w takim czasie można spać???
Jakbym ją przekreśliła, spisała na straty. Zupełna obojętność!
Straszne uczucie, którego nigdy nie chcę już poczuć.
.
Operacja zakończyła się przed 5:00 rano i wtedy podano jej dopiero pierwszy antybiotyk. Nie wiem dlaczego tyle z tym czekali i nie zrozumiem nigdy.
Ale waleczna jest! Przetrwała!
.
Przebudziła się przed 8:00 i w odpowiedzi na mój pocałunek uśmiechnęła się do mnie tak delikatnie i subtelnie - prawie niezauważalnie. Jakie to było piękne 😂
Całą prawie sobotę podsypiała i odpoczywała nie wydając z siebie żadnego nawet najmniejszego niezadowolenia.
Po kolacji lekarze pozwolili nam wyjść na krótko na świeże powietrze.
Jakież wielkie było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam, że na przeciwko wejścia do budynku w którym przebywamy stoi kościół.
I jeszcze drzwi ma otwarte!
Weszliśmy i było tam tak pusto i dobrze.
Na dworze wciąż gorąco, a tu taki chłód, spokój i tylko my i ON zamknięty w tabernakulum.
Nie miałam siły na modlitwę, stałam z Olimpią w ciszy i jedno co wyszeptałam to:
``Rób co chcesz. Bądź wola Twoja``. Wychodząc zobaczyłam Pismo Święte i poprosiłam, by Bóg mi coś powiedział w Swoim Słowie.
I tak dostałam Ks. Izajasza 40;9:
<< Zapowiedź ukazania się Boga
"Wsąpże na wysoką górę
zwiastunko dobrej nowiny w Syjonie!
Podnieś mocno twój głos,
zwiastunko dobrej nowiny w Jeruzalem!
Podnieś głos, nie bój się!
Powiedz miastom judzkim:
Oto wasz Bóg!" >>
.
Bóg do nas mówi, zaś człowiek z pomocą łaski Bożej jest zaproszony do tego, by swoim życiem odsłaniać ukryte głębie sensu planu Bożego. Jeśli chcemy wyznać naszą wiarę, musimy zacząć opowiadać naszą historię od samego początku, aż do jej końca...
.
Mamy jeszcze wspólnie jakąś drogę do przejścia...
.
U nas z każdym dniem lepiej.
Dziękuję, że jesteście ❤️
#OlimpkowaMAMAUniversitätsklinikum Düsseldorf

Poranny spacerek z drzemką w roli głównej, a w tle nasz szpitalny kościółek i za nim Kinderklinik, w której przyszło nam leżeć.

Dali radę! [1 lipiec 2018r.]

Mam się lepiej! 💪🏽
Wczoraj przez cały dzień i jeszcze dziś rano miałam lekko podwyższoną temperaturę do 37,8°C, ale najważniejsze, że już nie gorączkuję tak jak pierwszego dnia i nie śpię jak 🐻 w zimę. Dziś doktor w środku nocy pobierał mi krew do badania i potem dostałam nowe antybiotyki. Smutne... 😞, bo znów czeka mnie intensywna i długotrwała antybiotykoterapia, ale wyboru żadnego nie mam. Trzeba bakterii z mego ciała się pozbyć.
Nikt jej tam nie prosił. 💉💊
Najważniejsze, że jest już dużo lepiej i czuję się bezpieczna, bo mam bardzo dobrą opiekę. Moja pani doktor z Hamburga jest w stałym kontakcie z tutejszymi lekarzami i wspólnie ustalają plan działania jeśli chodzi o moje leczenie.
Mama jest ze mnie zadowolona, bo nie ryczę i nie marudzę jak ja to potrafię. 😂
Ale spacery muszą być!
Inaczej mogę zacząć wyć, bo spacer u mnie rzecz święta. Codziennie być musi. 😉
Lekarze na spacery pozwalają, bo wiedzą, że świeże powietrze jest najlepsze dla zdrowia dziecka. 
Teren kliniki dość duży, więc chodzić jest gdzie. Wczoraj spacerowałam tylko pół godzinki, ale dzisiaj... dobrze sobie pochodziliśmy 🤫
Miło było... z kochaną Inez, mamą i tatą.
Może wieczorem jeszcze uda nam się pójść do kościoła, bo jest na terenie kliniki.
Choć nieraz nie rozumiemy po co to wszystko się dzieje i dlaczego, ale wierzymy że Bóg może więcej zdziałać, aniżeli człowiek potrafi zrozumieć.
Dziękuję za wszystkie ciepłe słowa i modlitwy.
Trwajcie nadal przy mnie blisko.
Dziękuję

Tamtej nocy dali radę!
Taki "kapsel" w głowie to chyba było nowe doświadczenie dla zespołu operacyjnego

Moi 😘

Chciała ze mną selfie. Niech ma 😉

O, gdzie ona wlazła
***

Ledwo człapię, ale człapię.
Nie poddaję się łatwo!
Mam to po mamie 🏋️
Poza tym w stopie mam wenflon, a to trochę boli!




🏃

Nieplanowane... Niespodziewane... [30 czerwiec 2018r.]

Była 2:56 w nocy gdy za Olimpią zamknęły się drzwi bloku operacyjnego, a przed nimi pozostał strach, smutek i morze łez.
Wczoraj przed 14:00 wróciliśmy do domu z kliniki w Hamburgu. Olimpia całą niemal 5 godzinną podróż była cichutka, spokojna i uśmiechnięta. Zdążyliśmy wejść do domu, przywitać się z Inez... i tu nasza sielanka się kończy...
Niespodziewany telefon, że mamy jechać szybko do kliniki w Düsseldorf (do Hamburga zbyt daleko), bo podejrzenie, że Olimpia ma w głowie bakterię...
Pojawiamy się w niej tuż przed 15:00, czekają już na nas, wiedzą, że przyjedziemy. Na ten czas wszystko jest dobrze, ale za godzinę Olimpia ma już temperaturę, wymioty i zaczyna podsypiać. Od 17:00 śpi już na dobre, nie przeszkadza jej zakładanie wenflonu, pobieranie badań, pobieranie płynu mózgowego. Śpi! Cały czas śpi!
Normalnie bym się cieszyła, gdyby tak spała, bo jest raczej z tych dzieci, że jak śpi trzeba chodzić przy niej na "rzęsach", byle jej tylko nie obudzić. A ona teraz ciągle śpi i ten jej sen staje się coraz głębszy jakby. Tuż przed północą podjęto decyzję o jej operacji, by wyjąć z jej głowy urządzenie przez które dostaje w Hamburgu enzym, bo jest przyczyną rozwijającego się wciąż zakażenia w jej małej główce.
Jestem zrezygnowana, bo ile cierpienia może znieść tak małe dziecko. Dlaczego to wszystko się dzieje? Dlaczego w naszym życiu nie ma chwili stabilizacji? Dlaczego tyle łez? Dlaczego?
Przecież widzę, że w klinice w Hamburgu skrupulatnie przestrzegają wszelkich zasad, enzym podają w warunkach bloku operacyjnego, używają najwyższej klasy płynów dezynfekcyknych, dokładają wszelkiej staranności, by u Olimpii i innych leczonych dzieci nie doszło do zakażenia. I z czystym sercem nie mogę nic zarzucić, a jednak...
Historia z grudnia się powtórzyła...
Dlaczego znów to wszystko?
Chcieliśmy cieszyć się wakacjami, które u nas niebawem się zaczynają... a los zaplanował nam wakacje w szpitalnym łóżku.
Jak znaleźć w sobie siły?
Nie wiem, zrozpaczona jestem!
.
#OlimpkowaMAMA w Universitätsklinikum Düsseldorf