Dziś raniutko zameldowałam się w klinice w Hamburgu po kolejną dawkę leku. Choć po infuzji zawsze kilka dni jestem osłabiona to bardzo się cieszę, że go dostaję bo...choroba nie postępuje, bo...jestem radośniejsza, bo...więcej się śmieję, bo...mogę cieszyć się życiem, bo...każdy dzień jest dla mnie darem i mogę się przytulić do siostry, mamy, taty i psa :-)
Dlaczego nie jestem dla niego ważna????????

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz